Blog
Środowisko to nie tło, to nauczyciel
O projektowaniu przestrzeni, które przemawiają, zapraszają i szanują dziecięcą inteligencję
Pedagodzy podejścia Reggio Emilia nazywają środowisko „trzecim nauczycielem”. Pierwszym nauczycielem jest rodzina. Drugim nauczyciel. Trzecim sama przestrzeń: wszystko, co się na nią składa, światło, materiały, aranżacja, prowokacja wpisana w to, co umieszczamy na półce i jak to układamy.
Pamiętam, jak po raz pierwszy weszłam do prawdziwej szkoły Reggio we Włoszech i poczułam to, zanim umiałam to nazwać. Coś w tej przestrzeni przemawiało. Nie głośno, to nie był ten rodzaj stymulacji wizualnej, który czasem widać w placówkach wczesnodziecięcych, gdzie każda powierzchnia jest zalaminowana i w tęczowych kolorach. To było coś innego. Ciche, zamierzone, wielowarstwowe. Naturalne światło padające na kolekcję szklanych przedmiotów ułożonych przy oknie. Prezentacja dziecięcych badań nad cieniami, udokumentowanych na zdjęciach i rysunkach, nie jako dekoracja, lecz jako myślenie uczynione widzialnym. Półka z materiałami zorganizowana nie według kategorii, lecz według możliwości: rzeczy, które można łączyć, przekształcać, rozkładać na części.
Ukryty przekaz tej przestrzeni był głęboko odmienny od ukrytego przekazu większości klas. Mówił: twoje pomysły mają tu znaczenie. Przygotowałyśmy tę przestrzeń dla ciebie, nie po to, by rodzice ją fotografowali, ani po to, by inspektorzy ją podziwiali. Troska widoczna w tym środowisku jest formą szacunku: dla twojej ciekawości, twojej inteligencji, twoich stu sposobów nadawania znaczeń.
W filozofii edukacji demokratycznej środowisko nie jest tylko kwestią estetyki. Jest polityczne. Co jest dostępne? Kto decyduje, co trafia na półki? Czyja praca jest eksponowana i jak, jako gotowe produkty do podziwiania, czy jako procesy do kontynuowania? Czy przestrzeń zaprasza dzieci do podejmowania inicjatywy, czy każe im czekać na polecenia?
Sala, w której wszystkie materiały są zamknięte w szafkach, które może otworzyć tylko nauczyciel, wysyła pewien komunikat. Sala z niskimi, otwartymi półkami zorganizowanymi tak, by dzieci mogły samodzielnie znajdować, wybierać i odkładać rzeczy, wysyła zupełnie inny. Pierwsza mówi: nauka to coś, co my dozujemy. Druga mówi: nauka to coś, za czym podążasz, a my tak to urządziłyśmy, by cię w tym wspierać.
W Wonder School włożyłyśmy ogrom energii w przemyślenie środowisk. To jedna z najbardziej niedocenianych sfer pracy w edukacji wczesnodziecięcej, przestrzenie bywają traktowane jako kwestia logistyczna, a nie pedagogiczna. Ale widziałam, jak zmiana aranżacji sali zmienia jakość zaangażowania dzieci. Widziałam dzieci, które nieustannie szukały wskazówek dorosłych, jak stają się pochłonięte i samodzielne, kiedy zmieniłyśmy to, co było dostępne, i w jaki sposób.
To wszystko nie wymaga drogiego sprzętu ani specjalnie projektowanych mebli. Niektóre z najbogatszych środowisk, jakie widziałam, były skromne: naturalne materiały, światło, lustra, kilka starannie dobranych obiektów-prowokacji, dokumentacja pedagogiczna, która pokazywała dzieciom, że ich myślenie jest traktowane poważnie. Potrzebna jest intencja. Gotowość, by zapytać: co ta przestrzeń mówi do dziecka, które do niej wchodzi? I czy właśnie to chcemy powiedzieć?

