Blog
Co tak naprawdę oceniamy?
O dokumentacji pedagogicznej, portfolio i patrzeniu na dzieci w całości
Chcę opowiedzieć o chwili oceniania, która całkowicie zmieniła to, jak myślałam o ocenianiu. Odwiedzałam jedno z naszych przedszkoli w Polsce. Nauczycielka siedziała z czteroletnim Filipem i razem przeglądali teczkę, nie teczkę z kartami pracy czy wynikami testów, lecz portfolio ze zdjęciami, drobnymi próbkami jego pracy i odręcznymi obserwacjami sporządzanymi przez nauczycieli w ciągu roku.
Filip wskazał na swoje zdjęcie z września, na którym stoi przed zbudowaną przez siebie konstrukcją z klocków. „To jest małe”, powiedział krytycznie. Nauczycielka zapytała, co ma na myśli. „Moja budowla. Jest mała. Spójrz na to.” Przekartkował do fotografii z marca, przedstawiającej znacznie większą, bardziej złożoną konstrukcję. Przez dłuższą chwilę przyglądał się obu. „Robię to już lepiej”, powiedział z cichą pewnością, zupełnie inną niż popis dziecka przed dorosłym. On naprawdę obserwował własny rozwój.
To jest ocenianie. Nie pomiar, ocenianie. Etymologiczny rdzeń słowa „assess” oznacza „usiąść obok”. Właśnie to robiła nauczycielka. Siedziała obok Filipa, gdy on zagłębiał się w swoją opowieść o uczeniu się.
Problem z większością edukacyjnego oceniania nie polega na tym, że nie zależy nam na tym, jak rozwijają się dzieci, oczywiście powinno nam na tym zależeć. Problemem jest to, co decydujemy się mierzyć, i to, co naszym pomiarom umyka. Testy standaryzowane mierzą bardzo wąski wycinek tego, co twierdzą, że mierzą, i robią to w warunkach zaprojektowanych tak, by wywoływać niepokój, a nie autentyczne działanie. Mówią nam niemal nic o ciekawości dziecka, jego zdolności do współpracy, inteligencji emocjonalnej, wrażliwości estetycznej, wytrwałości, radości.
Dokumentacja pedagogiczna, praktyka kluczowa w podejściu Reggio Emilia, polegająca na czynieniu uczenia się dzieci widocznym poprzez fotografie, zapisy rozmów, zbiory prac gromadzonych w czasie, robi coś zupełnie innego. Uwidacznia proces, a nie tylko produkt. Uchwyca nie to, co danego dnia dziecko zrobiło dobrze, lecz jak myśli, na czym mu zależy, dokąd zmierza.
W kontekście edukacji demokratycznej dokumentacja pedagogiczna także oddaje ocenianie z powrotem dziecku. To nie coś, co się mu robi, punktuje i odkłada do teczki. To coś, co robi się z nim, wspólne badanie jego własnego rozwoju. Dzieci, które pracują z dokumentacją własnego uczenia się, rozwijają zdolności metapoznawcze, umiejętność myślenia o własnym myśleniu, będące jednym z najsilniejszych predyktorów długofalowych sukcesów edukacyjnych.
Jest miejsce na systematyczną obserwację i przemyślane śledzenie kamieni milowych rozwoju we wczesnym dzieciństwie, nie po to, by porównywać dzieci czy wyszukiwać deficyty do naprawy, lecz po to, by rozumieć potrzeby każdego dziecka i projektować środowisko odpowiednio do nich. Ale to śledzenie powinno służyć dziecku, nie systemowi. Pytanie, na które ma odpowiadać, powinno zawsze brzmieć: jak możemy wesprzeć to konkretne dziecko, by rozkwitało? Nigdy: jak to dziecko wypada na tle innych?
Filip odłożył swoje portfolio i wrócił do kącika z klockami. Przez następną godzinę budował coś większego niż wszystko, co było w teczce. Tak wygląda dobre ocenianie: popycha uczenie się naprzód, zamiast je osądzać.

